Kawa raz?
Lubię, gdy w chwili największego zmęczenia przychodzi myśl, że udało się zapiąć wszystko na ostatni guzik, wszystko, co sobie założyłem. I nieważne są podkrążone oczy, nieważne, że zamiast krwi w żyłach pulsuje kofeinowoteinowoczekoladowa mieszanina, że za moment padnę jak głaz. To uczucie wszystko wynagradza. I myśl ta spotyka mnie także wtedy, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem, gdy, mimo poświęcenia, nie udaje się czegoś zrobić, gdy zostaje pewien niedosyt. Ale nauczyłem się cieszyć tak z małych jak i z dużych zwycięstw, z małych jak i z dużych porażek, bo przecież każde z nich uczy czegoś nowego, każde jest krokiem do przodu. Czasem, w stanie psychofizycznego wyczerpania zdaje się, że im bliżej mety tym dalej, im więcej zaangażowania tym gorzej, im bardziej chcemy biec, tym ciężej się biegnie. Tym lepiej zasypiam wtedy, na minutę przed budzikiem, ze świadomością zwycięstwa, nieobecnym wzrokiem śledząc Twój rozbrajający uśmiech, gdy pytasz: Kawa raz? Wszystkiego dobrego!


Dodaj nową odpowiedź