Czy Ci nie wstyd???
Ireneusz Gabriel Norant wrócił z nocnej zmiany. Zaparzył kawę i włączył telewizor. W popularnym tokszoł „Płatki czy owsianka?” redaktor prowadzący zastanawiał się właśnie nad ostatnią Wielką Produkcją Znanego Reżysera. Ireneusz usłyszał nazwisko i zaczął sobie przypominać, czy wśród znanych mu nazwisk jest i to. Było. Ale z niczym mu się nie kojarzyło.
Pomyślał: — Trudno. Wypił kawę. Była reklamowana w telewizji. 10 lat temu. Ale on pozostał wierny swojej marce, mimo eksplozji smaków, aromatów i doznań na pograniczu ekstazy, o których zapewniały najnowsze reklamy Kawy. Usiadł przy stole. Wczoraj była u niego jego znajoma Zofia – osoba, jak to się mówi, obyta w świecie kultury, ale i kulturystyki, którą uprawiała z zamiłowaniem, jako dowód bycia „fit” i „smart”. Zostawiła u niego kilka kolorowych magazynów, m. in. „Najs Lók” i „Pani w Domu”. Jak to ujęła: — Żebyś sobie poczytał, co tam w Wielkim Świecie. Zostawiła też książkę, która ostatnio podbiła serca milionów czytelników różnego wieku i wykształcenia. W rankingu najpoczytniejszych w ciągu miesiąca od daty wydania, uplasowała się zaraz za „Słownikiem Ortograficznym” oraz autobiografią „Ja, TW”. Oto ona: „Kot Leonarda, który jeździł koleją” – zekranizowana w dwa tygodnie po ukazaniu się na półkach. Ale na próżno było podejrzewać Ireneusza o znajomość treści powyższych publikacji. Nie miał na to czasu. Żył w ciągłym biegu, karmiąc się swoją kawą oraz dobrymi intencjami zmiany stylu życia na nieco spokojniejszy. Nie miał na to jednak czasu. Przebywając od czasu do czasu w towarzystwie znajomych, przysłuchiwał się ich rozmowom o najnowszych trendach w literaturze, filmie, teatrze. Słuchał też tych debat o nieco starszych tytułach. Dziwiono mu się, że nie wie, jakie kolory to Barwy Szczęścia oraz jaka jest różnica pomiędzy Dr Quinn a Dr House. Starał się wówczas uśmiechać i swoim zwykłym spokojnym głosem odpowiadał: – Nie, nie czytałem. Nie widziałem. Nie czytał, bo nie miał czasu – wieczny aktywista, jedzący pomiędzy jednym przystankiem a drugim oraz zapracowany biolog – ciągle badający ukochane jętki. Nie widział, bo nie miał telewizora, a zamiast nadrabiać kolejne odcinki biograficznego serialu „M jak Miłosz”, wolał w tym czasie położyć się i pomyśleć o reakcjach jętek na bodźce elektryczne. Wiedząc o tym, znajomi pytali go z lekkim wyrzutem: — No jak to nie widziałeś? Przecież wszyscy widzieli. A on starał się nic sobie z tego nie robić. Wiedział bowiem, że gdyby chciał z którąś z tych osób porozmawiać o zwyczajach godowych jętek znad Balatonu, to spotkałby się z niezrozumieniem.
Przeglądając pozostawione przez Zofię czasopisma, zaczął się zastanawiać jak to możliwe, że tyle osób naraz fascynuje się jedną rzeczą, a jego natomiast to w ogóle nie interesuje. Zaczął kartkować, czasami czytając to jeden, to drugi artykuł. Uśmiechnięci CeleBrytowie (mieszkańcy Wlk. Brytanii wypuszczeni z cel – przyp. Autora) w sesji zdjęciowej z programu „Gazdy tańczą na wozie”, szczerzyli się zza snopków siana na „typowo mazurskim” wozie. Na kolejnych Znani Styliści doradzali, jak być bardziej „retro” niż „metro”. Najbardziej interesującą, wydawać by się mogło, rubrykę „Mój pierwszy raz”, ominął bez cienia refleksji na twarzy. Nie interesowało go, kto i w jakich okolicznościach skonsumował swój debiutancki pasztet. Nie ciekawiło go również, dlaczego Trylogii Wojen Gwiazd dorobiono piątą część, skoro miało się skończyć na czterech. Potem „Plotki z gablotki”, horoskop i krzyżówka.
Popatrzył na to. Odłożył. Popatrzył znów i zbliżył do oczu okładkę. Zaczął się wpatrywać w zdjęcie Zdolnego Tenisisty i Starej Ale Sprawnej Aktorki w trakcie gali filmowo-tenisowej. Zaczął patrzeć na nich i powoli, ale w narastającym tempie, wszystkie kolory, wyrazy, ba: pojedyncze litery zaczęły mu się kręcić przed oczyma. Pojawili się nagle Reżyserowie, których kultowych filmów nigdy nie widział, Autorzy Wierszy, nigdy przezeń nieczytanych, Aktorzy Z Pięćdziesięcioletnim Stażem, których nie kojarzył. To wszystko zaczęło wirować tak, że on sam zaczął się kręcić wokół własnej osi, coraz bardziej chaotycznie, bez widocznego rytmu, za to w zawrotnym tempie. Wtem opadł twarzą na parapet. Szeroki, pomalowany białą, nieco łuszczącą się już farbą. — Uaa! — wykrzyknął z bólu. Otrzeźwiał. Ale zaraz jego twarz wykrzywił grymas z powodu obitego prawego policzka. Spojrzał przez okno. Było to w samo południe. W telewizji grano klip najnowszego utworu Szopę ę Noant. W dole, z wysokości czwartego piętra widział gwar ulicy: samochody, tramwaje, przechodniów. Rzucił wzrokiem przed siebie. Jego oczom ukazał się billboard najnowszej kampanii społecznej. Czarne, wielkie „woły” krzyczały z białego tła całą potęgą Impact Condensed: — Czy Ci nie wstyd???
Ireneusz odwrócił się od napisu gwałtownie i krzyknął…


Dodaj nową odpowiedź