Toleruję Tolerancję
…I chyba tylko toleruję, bo jeśli obecne rozumienie tego pojęcia zawiera w sobie wszystko, tylko niezrozumienie mojego narodu, mojego światopoglądu i mojej religii ― nie mogę i nie potrafię go zaakceptować, przyjąć.
Być może odbierzecie ten wstęp jako mocny… I dobrze. Mniej więcej z takimi uczuciami wychodziłam ze spotkania młodzieży w ramach Gdańskiego Areopagu 2003. Owszem, teraz emocje już opadły, ale pewne refleksje, mimo iż niekoniecznie dotyczące debaty, pozostały. Dlatego zatrzymam się tu jedynie na pewnych, wydaje się, niezauważanych kwestiach. Nie przekreślam dobrej intencji ludzi zaangażowanych w przełamywanie barier między narodami oraz walczących z wszelkiego typu uprzedzeniami. Wypowiadam wojnę manipulacji.
Otóż cała debata dotyczyła tematu: Obcy czy swój, czyli rozmowa o stereotypach z katolickim księdzem, który okazał się Żydem. Do tej pory żałuję, że tematyka ściśle związana z drugim członem tematu, okazała się nieaktualna z powodu pobytu księdza w szpitalu. Otrzymaliśmy jednak pozdrowienia i projekcję reportażu z udziałem tej niezwykłej postaci …No właśnie. Najchętniej zatrzymałabym się na tym, co cenne, co faktycznie stanowi o bezpodstawności stereotypów, jak np. brak wiedzy o odmiennej kulturze czy też chęci do ich zdobycia (i tu cudowna anegdotka o Klubie Miłośników Afryki mieszczącym się ponoć niedaleko siedziby subkultury o profilu rasistowskim, co skończyło się po kilku incydentach wizytami tych ostatnich na spotkaniach klubu…). Równie godnych uwagi stwierdzeń pojawiło się więcej, ale w tym momencie skoncentruję się na nieco odmiennym, niż zazwyczaj praktykuję, punkcie widzenia.
Primo: Jak zwalczać stereotypy, to od razu wszystkie ― tak przynajmniej sądziłam, ale, jak widać, specjaliści wolą negować jedne z nich za pomocą drugich. Konkretnie? Pouczać o bezwzględnej tolerancji wszystkiego, co obce, niemalże zakładając stereotypowość wszystkich obywateli naszego kraju. Podtekst: wszyscy mamy czuć się winni (czytaj: włączeni w stereotyp) z powodu zachowań pełnych uprzedzeń innych. Krócej? Stereotyp o stereotypowości. Paradoks. Mamy walczyć ze stereotypami dotyczącymi wszystkich, tylko nie nas samych. Mam pytanie: Jak można pootwierać szuflady w komodzie, będąc zamkniętym w jednej z nich?
Secundo: Na wątpliwość jednego z uczestników spotkania, dotyczącej bezkarności nacji żydowskiej w oskarżaniu o antysemityzm, obecny na sali Ratusza Staromiejskiego profesor arabistyki wzywał do wyrozumiałości wobec przewrażliwienia ludzi, którzy tak wiele wycierpieli jako naród. Osobiście całkiem szczerze jestem na to gotowa, a nawet więcej: ci, którzy mnie znają, wiedzą także o mojej fascynacji kulturą żydowską. Mam tylko nadzieję, że nigdy nie przyjdzie nam zmuszać się do milczenia wobec jakichkolwiek przestępstw ze strachu przed oskarżeniem o antysemityzm czy inne uprzedzenie. Cóż poradzimy na to, że każdy, nawet przestępca, przynależny do jakiejś narodowości czy kultury… Ach! No i nie zapominajmy, że przecież nas, Polaków, nie wolno rozumieć, skoro marynarze z drugiej półkuli przypływają do wybrzeży naszego kraju i od razu pytają, gdzie tu są te obozy, gdzie Polacy mordowali Żydów…
I ostatnie, być może najciekawsze. Mogliśmy prześledzić podczas wspominanego tu spotkania przebieg sondy złożonej z trzech pytań. O ile po dwóch pierwszych na sali rozwijała się poważna debata, zbyt poważna jak na styl sformułowania pytań (jedno z nich brzmiało mniej więcej: „Czy wolałbyś mieć za sąsiada Cygana czy Araba?”, drugie: „Czy wydałbyś/ałabyś córkę za Murzyna?”), o tyle trzecie pozostało całkowicie bez komentarza. Brzmiało ono: „Jakimi samochodami jeżdżą księża?” Nie wspominając już nawet o jaskrawej manipulacji, warto zwrócić uwagę na to, iż reakcja była natychmiastowa: śmiech(!) zdecydowanej większości obecnych, łącznie z duchownymi. Ci ostatni śmiali się jednak nieco inaczej… A odpowiedzi zapytanych? „Nie wiem, chyba dobrymi”, „ooo… dobrymi!”, „mercedesami…”. Powtarzam: nie padło żadne słowo komentarza. Milczenie równa się przyzwolenie. Zastanawia mnie tylko, kiedy (oczywiście w imię tolerancji) nie będzie już trzeba wyrzekać się własnych autorytetów, by móc w wolności ocenić wartość tego, co nowe. Społeczne przyzwolenie na stereotyp. Brzmi ciekawie. Tak jak nasze narodowe „zaszufladkowanie” czy odmówienie nam prawa do obrony przed fałszywymi zarzutami. Nie będę bronić winnych, których można znaleźć wszędzie, nie będę upierać się, że jesteśmy idealni. Optymistyczne spojrzenie na nasz naród nie jest tożsame z idealizowaniem go. Tylko niech wreszcie otworzą naszą szufladę, byśmy mogli użyć kluczy trzymanych w kieszeniach i pootwierać pozostałe.

Dodaj nową odpowiedź