Razem dla pokoju

Plaster, woda utleniona, żelazko, krople żołądkowe, igła i nitka, woda pitna, mleko i chleb, uśmiech, modlitwa i tak zaczęła się misja… Nagle podbiega Thomas i przewraca się, raniąc się przy tym w nogę. Na szczęście mam przy sobie wodę utlenioną i natychmiast go opatruję. A w duchu modlę się: „Panie, tak jak ja obmywam nogę tego chłopca, tak Ty oczyszczaj jego duszę”. Dyskoteka. Wszyscy chłopcy chcą przepięknie wyglądać. Jeden z nich prosi mnie więc, abym wyprasowała mu koszulę. I tak mam okazję zwrócić się do Pana: „Panie, tak jak ja rozprasowuję bluzkę temu chłopcu, tak Ty prostuj jego ścieżki życia, szczególnie gdy w przyszłości nie będzie mógł sobie sam poradzić”. Śniadanie. Dzieci mają do popicia wodę („maj”), mleko („halib”) lub herbatę („szaj”). Bardzo często wybierają wodę. A nalewając do kubka Lindy prosiłam Pana: „Panie, tak jak ja wypełniam jej kubek wodą, tak Ty napełniaj jej serce swoją Miłością i niezgłębionym Miłosierdziem”. Misjonarz trwa więc nieustannie w obecności Boga.

...aby mógł stać się przesłaniem Miłości

Jednak co tu ukrywać – na poważnie misje zaczęły się dopiero wtedy, gdy… zbierałam szyszki na kolonijne chrzciny i zaczęłam się pytać Pana, czego On pragnie od mojej obecności w tym miejscu. Wtedy przypomniałam sobie słowa: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9, 13). Miłosierdzie – czym ono jest? Na pewno nie daje się poznać, jeśli nie pozwolimy Bogu, aby On wpierw nas obdarzył Miłością, dopiero wtedy możemy dawać ją innym. To podstawa sprawy misji. Bez Miłości nic nie jesteśmy w stanie uczynić. Jak kochać, gdy nigdy nie odczuło się miłości, jak kochać, gdy samemu nie umie się jej przyjmować i jak wreszcie wymagać tego od innych… Misjonarz pozwala więc ogarnąć się Miłością… aby mógł stać się przesłaniem Miłości. Skoro Bóg tego pragnie, to dlaczego by nie spróbować, szczególnie gdy na swoich misjonarzy wybiera dzieci, do których to my pojechaliśmy… (prawdziwy paradoks). Szczególnie zauroczyły mnie takie sytuacje: Jazda busem obok Ribala na otwarty basen. To chłopiec bardzo wesoły, który z chęcią uczył mnie podstaw j. arabskiego, a w zamian otrzymywał słówka polskie. Czynił to za każdym razem, gdy mogliśmy siedzieć obok siebie. Dyskoteka. Już najmłodsze dziewczynki uczyły nas, jak mamy tańczyć, kręcić bioderkami (to one powinny siedzieć w jury „Tańca z Gwiazdami”). Były szczęśliwe, że chcemy uczyć się od nich, że podziwiamy ich taniec, poczucie rytmu, delikatność ruchów. A w czasie konkursu Najib z wielkim zapałem tłumaczył mi jedną z konkurencji. I w taki oto sposób doświadczaliśmy Miłości od Tego, który chciał nas nią obdarzyć. Również w czasie posiłku, gdy patrzyłam na swoją grupkę dzieci (Elias, Rita, Rita, Marina, Linda, Charbel) i słuchałam, co mówią, aczkolwiek bardzo często nie rozumiałam, o czym dyskutują… A także na basenie, gdy Elias wołał „Szaftę” (tzn. Szefową grupy). Aby kolejny raz ścigać się z nim w wodzie… nie musiałam dużo mówić... Również wtedy, gdy ten sam chłopiec chciał się poskarżyć i wyżalić… a uczynił to przy mnie w j. arabskim, dlatego jego wypowiedź zrozumiałam tylko dzięki gestykulacji. A wieczorem po kolacji Charbel woła „Ania, Ania...” na znak, że chce bawić się w ganianego, wtedy również nie musiałam zbyt wiele mówić.

...zawsze obecny

Najbardziej w tym wszystkim liczyła się obecność – ciągła prewencja przy dzieciach, jak to czynił św. Jan Bosko. Można powiedzieć, że była to obecność 24 godziny na dobę. Począwszy od porannej pobudki a skończywszy na „bonne nuit” – dobranoc. Wspólne posiłki, zabawy, czuwanie także w czasie wolnym, mogą zdziałać o wiele więcej niż umiejętności językowe. Misjonarz jest więc ciągle obecny zarówno wtedy, gdy dzieje się coś dobrego jak i smutnego. Jest obecny nawet wtedy, gdy dostrzega swoje błędy i niedoskonałości. I nie ma co się ich wstydzić. Bo rzeczywiście „Moc w słabości się doskonali”. Możemy stawać się świadkiem również (może przede wszystkim), gdy próbujemy powstać i starać się pokonywać to, co dla nas jest trudne i wydawać by się mogło niemożliwe do przezwyciężenia. I tak na przykład w Libanie dla jednego problemem może być pogoda – nigdy nie padało, temperatura sięgała ponad 30 stopni Celsjusza, a dla drugiego trudności językowe – j. arabski, j. francuski (tylko starsze dzieci i wolontariusze libańscy mówili w j. angielskim), jedzenie – może nie każdy potrafi natychmiast przestawić się na hybes (chleb) z dybes (coś słodkiego), manakisze z serem, z zatarem (przyprawa) lub mięsem, soczewicę, cebulkę, sałatkę młodości, której podstawowym składnikiem są liście pietruszki… Liban to też kraj, gdzie często spotyka się żołnierzy, flagi poszczególnych ugrupowań politycznych, gdzie dzieci chcą zostać w przyszłości pilotem samolotu, aby bronić swojego kraju, a młodzież tańcząc na dyskotece, czy to w autobusie prezentuje gestami swoje poparcie dla Hezbollahu lub dla opozycji – ugrupowania chrześcijańskiego… I jednocześnie to kraj, gdzie czci się św. Charbela – maronickiego ascetę, św. Ritę, a także św. Tereskę od Dzieciątka Jezus i obraz Jezusa Miłosiernego. Misjonarz to więc też człowiek, który nie powinien się dziwić (a szczególnie gdy jedzie wąskim wąwozem w góry i musi trąbić na zakręcie, by samochody z naprzeciwka wiedziały, że ktoś za chwilę zagrodzi mu drogę), ale raczej próbować zrozumieć, jeżeli chce wprowadzać pokój w sercach tych, którzy tego pokoju nie mają. Jednak na samym początku – podobnie jak z Miłością, Pokój powinien być też w jego własnym sercu. Na koloniach, na których byliśmy, było to szczególnie ważne, gdyż ich hasłem przewodnim były słowa: „Razem dla Pokoju” ze sztandarową pieśnią: „A pokój niech będzie z nami (…) A pokój niech połączy nas”. A śpiewano w języku francuskim, arabskim, polskim i hebrajskim...

Liban to mały kraj (pow. ok. 10 tys. km2) położony nad Morzem Śródziemnym, ze stolicą w Bejrucie, zamieszkały przez chrześcijan, druzów (łączących religię muzułmańską z chrześcijaństwem, gnostycyzmem i dawnymi wierzeniami bliskowschodnimi) i muzułmanów, w tym m.in. przez Beduinów (nadal prowadzących koczowniczy tryb życia). Charakterystyczne dla tego państwa są cedry, plantacje bananów, oliwek, winogron, arbuzów oraz bogata historia sięgająca czasów fenickich, skąd pochodzi alfabet fenicki – na podstawie którego powstały alfabety współczesnej Europy. W lipcu tego roku wolontariusze w Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco (Toruń: Iwona Piechocka, Paweł Kulikowski, Anna Żurawska, Joanna Goździalska, Ewa Pieczyńska, Adam Mordzon, Angelina Cernohouzowa; Warszawa: Paulina Zapała, Joanna Wieczorek, Daria Smolak, Henryk Kalinowski, Rafał Ostrowski, ks. Kazimierz Gajowy) przy współpracy libańskiej młodzieży uczestniczyli w organizacji dwóch turnusów kolonii dla dzieci, w miejscowości Amchit, 45 km km na północ od Bejrutu. Kolonie odbyły się pod hasłem: „Razem dla pokoju”.

Angelina Cernohouzova:

Minęło już parę miesięcy, odkąd wróciłam z Libanu. Jakaś moja część tam pozostała i nie chce do mnie powrócić. Może wzywa mnie, bym wróciła do Libanu. Wspaniali Libańczycy, dotyk i zapach powietrza, którym oddychał Pan Jezus, uśmiech „młodych gniewnych” sierot i my – nasza grupa, bez której nie byłoby tych pięknych wspomnień.

Komentarze: 1 / Skomentuj wpis

Behavior problems, nightmares, and difficulty sleeping may follow exposure to media violence. You can get 16 strikers and you can also modify them and later their parts. The answer is to lend him a carefully chosen selection of ordinary household objects – your toys – to supplement his own.

Dodaj nową odpowiedź

 
Pewien HTML jest OK.
Admin
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();