Karnawał - po chrześcijańsku
Co roku o tej porze ludzie świętują. Ja w tym roku ostatni weekend karnawału spędziłam dość nietypowo, bo na rekolekcjach, ale po kolei…
20 lutego wyruszyłam w podróż, której stacją końcową była Warszawa Choszczówka. I pytanie: co dalej? Którędy droga? Na szczęście pojawili się życzliwi ludzie. To oni pokierowali mnie wąską, szalenie śliską ścieżką – to cud, że się nie połamałam, choć bez siniaków się nie obyło. Tam, pośród ośnieżonego lasu rozpościerał się szlak, wiodący do domu Sióstr. Tuż obok znajdowała się kaplica, która wyglądała jak mała, drewniana, pokryta puchem chatka z baśniowej krainy. Tak, to jest to! Z dala od miasta, z dala od biegu. Tego było mi trzeba! Krótkie powitanie z Siostrą – panią i opiekunką domu, i zaczęło się… Przyjechali – ksiądz, psycholog i pozostali uczestnicy. Suma sumarum 26 osób. Znowu… – nareszcie razem! Mogliśmy więc rozpocząć nasz szósty już Duchowy Relaks.
Po krótkim powitaniu i w trosce o zaspokojenie podstawowych potrzeb, bez których ani rusz, zasiedliśmy do piątkowej wieczerzy. Ciąg dalszy uczty nastąpił już w urokliwej, drewnianej (przywołującej wspomnienia z górskich wypraw) kaplicy, gdzie mieliśmy mszę św. na dobry początek rekolekcji na temat “Rozbudzania wrażliwości”. Po słowie wprowadzenia nastał trudny dla niektórych – głównie dziewcząt – czas silentium sacrum trwający do sobotniego poranka, który rozpoczęliśmy modlitwą, a zaraz po niej, pożywnym śniadaniem (mniam:)). A wszystko to, by nabrać sił do wysłuchania i aktywnego uczestniczenia w konferencji “Wartość – Człowiek – Wartość”, prowadzonej przez Piotra Wyszomirskiego, psychologa. Czas wytężonej pracy intelektualno-duchowej zaowocował pytaniami i sprowokował dyskusję. Odpowiedzi na nurtujące pytania szukaliśmy także praktycznie. W tym celu udaliśmy się do Warszawy do Sióstr Misjonarek Miłości. Tam był czas na adorację w białej kaplicy, w której przy krzyżu widniał wymowny napis “I thirst” oraz na rozmowę z Siostrami na temat służby drugiemu człowiekowi. Mieliśmy okazję dowiedzieć się i zobaczyć miejsce, w którym Siostry pomagają ludziom bezdomnym. To, co robią i sposób, w jaki o tym mówią… – ich niezwykła skromność i promieniująca radość udzieliła się niemal wszystkim. A jak jest na co dzień? Jak jest naprawdę? By się przekonać, postanowiliśmy zestawić dwa światy (a raczej paradoksy jednego i tego samego świata): świat ludzi bezdomnych, biednych, opuszczonych, samotnych, uwikłanych w konflikty z prawem ze światem arkadii – jak mawia Piotrek: ze “świątynią ateizmu”. Czy dostrzegliśmy istotną różnicę? Przekonaliśmy się na spotkaniu ze świadkiem - o. Piotrem, kapucynem. Rzucił on odrobinę światła. Mówił konkretnie i rzeczowo. Nie tworzył lukrowanej wizji pod przykrywką bezinteresowności, szlachetności, altruizmu. Nie unikał pytań o efekty swojej pracy - służby na rzecz drugiego, który rzadko kiedy wraca do życia w tzw. normalnej społeczności. Nie bał się mówić o trudnościach, przeszkodach, o niebezpieczeństwie. Bardzo realnie przybliżył sytuację ludzi bezdomnych, zachęcając nas do odrobiny otwartości, do rozmowy z bezdomnymi ludźmi, która procentuje, w przeciwieństwie do rzucanej od niechcenia przysłowiowej złotówki, która opróżniając portfel nie rozwiązuje problemu, a jedynie zagłusza wyrzuty sumienia (czy skutecznie?) i poniża. Prosił o modlitwę – dla siebie i dla nich. Po tak intensywnym dniu, obfitującym w ciężkie wagowo treści, kolacja, msza święta z możliwością przystąpienia do sakramentu pokuty upłynęły w zadumie, wprowadzając nas do silentium sacrum. W niedzielę rano po medytacji atrakcją był seans filmowy. Obejrzeliśmy “Listę Schindlera”- film obowiązkowy! Później to już czas pożegnań, sesji zdjęciowej z cyklu “Gwiazdy tańczą na lodzie”… i odjazdu.
Jakie refleksje towarzyszyły mi w drodze powrotnej? Na pewno taka, że nie był to czas stracony! Przeciwnie – bezcenne chwile, uczące trudnej miłości, utwierdzające w przekonaniu, że warto podjąć ten trud walki o pełnię życia. To także czas powiewu świeżości, duchowego odkurzenia szuflad serca i umysłu. Wierzę, że ten niezbędny proces pomógł nam nabrać sił i zainspirował do podjęcia działań na rzecz innych w naszych własnych środowiskach – domowych, szkolnych, uczelnianych, lokalnych…
Duchowy Relaks to model rekolekcji, wychodzący naprzeciw potrzebom współczesnych młodych ludzi. Jego pomysłodawcy dokładają starań, by uwzględnić wszystkie sfery człowieka: psychiczną, duchową, ale także i somatyczną. Skąd nazwa spotkań? Pytani powołują się na słowa Kardynała Martiniego: “Rekolekcje mają być swoistym relaksem dla ducha, chwilą wytchnienia” (Kazanie na Górze, 2008). Inaczej, “to czas lotu pod niebo z ziemią za paznokciami” – mówią twórcy. ”Te rekolekcje są dla Ludzi, którzy są buntownikami w postrzeganiu rzeczywistości, nie godzą się na rozumienie świata w kategoriach czysto probabilistycznych zlepków, przypadków chemicznych” – dodaje Piotr Wyszomirski. Adresowane są głównie do licealistów i studentów.
Gdzie będzie kolejny, wpisany już do naszej tradycji, Duchowy Relaks? Jeszcze nie wiadomo. Ale czujcie się już zaproszeni! I… do zobaczenia, bo warto!
p.s. Więcej na temat Duchowego Relaksu: http://www.chadashim.pl lub u ks. Krzysztofa Rucińskiego 501 648 484

Dodaj nową odpowiedź