Bluszcz
Złoty blask wlewa się do pokoju. Za dziesięć minut szesnasta. Spokój popołudnia. Wyławiam jasną plamę ciepła na białej framudze okna i zastygam w ciszy. Szelest ołówka na papierze. Jaki przyjemny dźwięk. Chwilowo wlokący się czas. Ukojenie.
Nadpływa masa szarości, która przy obecnym świetle słońca wygląda fioletowo. Meble i inne przedmioty w pokoju rzucają cienie na brązowe drzwi. Każda chmura ma srebrne obramowanie, mówi angielskie przysłowie.¹ Widzę w tej chwili jedną. Na zachodniej części nieba. Choć jej obramowanie w kolorze trudnym do zdefiniowania - biel, jasna, prześwietlona żółtym blaskiem morela. Przypominam sobie inne chmury. Nie każda ma jasną lamówkę.
Mam ferie. Parę dni dla siebie. Chociażby dla posiedzenia w kucki na kanapie w pokoju. Telewizor wyłączony. Wolę lenistwo słońca. Przemieszczającą się szarość chmur. Staroświeckie tykanie zegara. Patrzę, jak rośnie bluszcz. Obserwuję zgięcie w firanie. Dobiega mnie zapach piątkowego obiadu. Staram się nie zadawać sobie pytań. Nie rachuję się z życiem.
Every cloud has a silver lining. dosłownie “Każda chmura ma srebrne obramowanie”, a w przenośni: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Dodaj nową odpowiedź