Adwentowe zwyczaje
Adwent, czyli obecny czas oczekiwania poprzedzający Boże Narodzenie, zaznacza się także w polskiej tradycji i ludowej obyczajowości. Choć wszystko się zmienia, także i ta sfera naszego społecznego życia, to jednak z bogatego dawniej wachlarza adwentowych zwyczajów pozostało – na szczęście – jeszcze kilka. Jedne przetrwały, inne zanikły, jak to w życiu bywa. Wciąż żywym zwyczajem jest odprawiana przed świtem msza zwana roratami, której charakterystycznym symbolem jest udekorowana świeca stojąca przy głównym ołtarzu. Świeca symbolizuje Maryję, która w noc betlejemską podaje ludziom swego Syna - Światłość prawdziwą. Uczestnicy mszy roratnich przynoszą ze sobą na liturgię zapalone świece. Dawniej ludzie przychodzili z zapalonymi lampami naftowymi, które przydawały się zwłaszcza w drodze, gdy panowały ciemności a nie było śniegu. Roraty pojawiły się w Polsce już w XIII wieku za panowania Bolesława Wstydliwego, a zwyczaj ten, znany wcześniej na Węgrzech, wprowadziła jego żona, święta Kinga.
Choć adwent jest okresem radosnego oczekiwania na przyjście Chrystusa i dzisiaj nie ma już charakteru pokutnego jak Wielki Post, to jednak w naszej obyczajowości od dawna było przestrzegane w tym okresie powstrzymywanie się od hucznych zabaw. Przypomina o tym nawet staropolskie przysłowie: „Święta Katarzyna klucz zgubiła, Święty Jędrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz”. Z większą surowością przestrzegano też postu. A co jedzono? Żur bez omasty, ziemniaki, kapustę, groch i inne potrawy sporządzone z płodów ziemi. Była to żywność zdrowa, niemodyfikowana genetycznie, zaś post zamiast diety-cud dobrze wpływał na niejeden organizm. Czy nie warto do tej porzuconej tradycji powrócić?
Stosowano też dawniej sygnały dźwiękowe, by zwiastowały czas adwentu i podkreślały jego przesłanie. Już w pierwszą niedzielę nowego roku liturgicznego trąbiono ze wszystkich wież kościelnych dla przypomnienia prawdy o sądzie Bożym. W Krakowie podobno grywała na wieży nawet cała orkiestra. Zaś na Mazowszu i Podlasiu istniał zwyczaj grania na drewnianych trąbach zwanych ligawkami. Miały one przypominać trąby archanielskie, budzące zmarłych na Sąd Ostateczny.
Do ludowych wyobrażeń związanych z bożonarodzeniowym oczekiwaniem nawiązuje w charakterystyczny dla siebie sposób Konstanty Ildefons Gałczyński. Oto lekki w tonie, jak na tego poetę przystało, jego wiersz:
Wszyscyśmy blisko otchłani
I każdemu z woli Boga
podwinąć się może nogalecz wiedz: diabeł spęta w lesie
Jezus na światłość wyniesie.A światłość już niedaleko:
w grudniu narodzi się Dziecko,co jednym wzniesieniem dłoni
świat ku światłości nakłoni.Spójrzcie, jak pierzchają cienie!
Płynie Boże Narodzenie!W purpurze, w złocie, w lazurze
Anioł dmie w trąbę na chmurze;radość, radość niedaleko,
radość, co pychę uśmierca…„Jezu cichy i pokornego serca
uczyń serca nasze według serca twego”.
Gałczyński pisze coś w rodzaju adwentowej kolędy, pastorałki o charakterze już to poważnym, już to żartobliwym. Proste i naiwne wierzenia przeplatają się w wierszu z teologicznymi prawdami, a ludowe obrazy z elementami dyskursu. Barokowy, żartobliwy, momentami „fraszkowy” styl wiersza jednak nie razi. Poeta, jak inni ludzie w tym czasie, niecierpliwie oczekuje radości, co jest już niedaleko, radości, co pychę uśmierca. Nadzieja, światłość i radość – oto Boskie dary, których wszyscy sobie na święta życzymy.

Dodaj nową odpowiedź