Opowiem Wam historię
Trzydzieści siedem i dwa - to wcale nie jest źle, myślę sobie. Herbatka malinowa, łyk syropu, dobra na wszystkie okazje witamina C, paczka chusteczek. Jeszcze tylko świetlik na oczy i polar na plecy i można pracować. Zapalona przy biurku lampka, chillout w słuchawkach, gdzieniegdzie wydrze się z ciszy nocy szum wentylatora i stukot klawiatury, gdzieniegdzie za oknem wiatr, gdzieniegdzie jeszcze sypnie śnieg, a nosa utrze mróz.
Akademik śpi sesyjnym snem lub śpi bezsennie wiążąc niespokojnie miliony czarnych liter na białym tle w słowa, w zdania, w treść, w sobie tylko wiadomy sposób łącząc zawarte pomiędzy nimi zlepki rozważań, korytarzowych rozmów, kuchennych zmagań, codziennych problemów w jedną całość. Bezszelestnie zastaje go druga w nocy, to cyfrowe jeden pięćdziesiąt dziewięć na dwa zero zero u dołu ekranu, parą ukawionych oczu spoglądającą w czarny terminal, poszukującą białych liter, tych, których jeszcze nie ma...
Może kiedy ostatni profesorski autograf tej zimy schowa się za zieloną okładkę indeksu, oczy nie zaśpią na poranny autobus i usłyszą trzy pierwsze słowa. Opowiem Wam Historię...

Dodaj nową odpowiedź