To nie droga jest tudnością...
...lecz trudności drogą
Pielgrzymka rowerowa toruńskiego Duszpasterstwa Akademickiego oo. Jezuitów wyruszyła dnia 28 sierpnia 2008 r. o godzinie 8:30 z Pampeluny, hiszpańskiego miasta słynącego w świecie ze święta San Fermine i towarzyszącej mu gonitwy byków. Już w Pampelunie pielgrzymi mieli możliwość zasmakowania w urokach schroniska, pełnego różnojęzycznego gwaru. Nieustraszeni bicykliści, nie zważając na trudne górskie warunki Szlaku Francuskiego, pedał za pedałem, koło za kołem, zdobywali kolejne kilometry zbliżające ich do upragnionego celu – Santiago de Compostela.
Długość trasy, którą wybrali, wynosi ok. 800 km. Trudno było określić rzeczywisty dystans, jaki został pokonany, gdyż dziwnym trafem większość liczników odmówiła posłuszeństwa na ostatnich odcinkach szlaku. Przypadek…?
Pielgrzymów toruńskich wspierały wielkie małe Kobiety, stanowiące zaplecze gastronomiczno – medyczno – techniczno – organizacyjno – samochodowe. Wielkie im dzięki!
Kierunek wskazywały zapaleńcom żółte strzałki wymalowane na skałach, kamieniach, drodze i budynkach oraz muszle świętego Jakuba – symbol Camino de Santiago, a także pielgrzymów wielu narodowości, rozmaitych wyznań, też niewierzących i poszukujących. Podążali samotnie lub w małych grupkach, wszyscy obarczeni plecakami. Pozdrowieniem łączącym wszystkich na drodze było hiszpańskie: ‘Buen camino’, czyli ‘dobrej drogi’ oraz inne różnojęzyczne uprzejmości.
Pogoda nie szczędziła kaprysów. Od obezwładniających upałów przez przyjemne ciepełko po ulewne deszcze, wiatr i przymrozki. Urozmaicała pielgrzymie wędrowanie.
Santiago de Compostela zdobyto trzynastego dnia pielgrzymki. Przypadek…? A Święty Jakub czekał na bicyklistów w swojej katedrze. Wytrwale i cierpliwie poddawał się czułym uściskom, poklepywaniom, głaskaniom rozradowanych i już dyplomowanych pielgrzymowiczów. Utrudzonych owionął zapach kadzidła wydobywający się z potężnej kadzielnicy, która, podciągana przez ośmiu mężczyzn, fruwała wzdłuż transeptu, niemal sięgając sklepienia, oszałamiając i wzruszając do łez.
Ci, co postanowili nie poprzestać na Santiago de Compostela, uparcie dążyli do miejsca, gdzie dalej już iść się nie da, czyli do Finisterry – na „Kraniec Świata”, najbardziej wysunięty w głąb Oceanu Atlantyckiego kawałek Europy. Toruńscy rowerzyści, pozbawieni rumaków, udali się do Finisterry transportem autobusowym tudzież samochodowym.
Ponownie goszcząc w Pampelunie (w drodze powrotnej), odcisnęli polski znak, promując Toruń muzycznie podczas Mszy Świętej oraz teatralnie w pantomimie „Wstrzymał słońce, ruszył ziemię”. ‘Buen camino’!!! (w wolnym tłumaczeniu: dobrych kamieni).

Na rowerach a potem na piechotę już bez swoich samochodów - podziwiam.
Dodaj nową odpowiedź