"Halo, chciałbym nawiązać dialog..."
Zgromadzeni w Sali Wielkiej Dworu Artusa prelegenci i słuchacze podjęli refleksję na temat obecności Boga we współczesnej, (po)nowoczesnej kulturze oraz sposobów mówienia o Nim. Tradycyjnie, otwarcia sesji dokonał ks. prof. Jerzy Bagrowicz. Wśród herosów głoszących słowo znaleźli się: prof. dr hab. Marek Szulakiewicz z UMK ("Bóg dzisiaj. Jak mówić współczesnemu człowiekowi o Bogu?"), ks. prof. Stanisław Kowalczyk z KUL ("Współcześni uczeni w rozmowie o Bogu"), s. prof. Barbara Chyrowicz z KUL ("Dylematy ponowoczesnej bioetyki") oraz poeta Wacław Oszajca SJ ("Bóg współczesnych poetów").
Wiek XXI już okrzyknięty został wiekiem religii - czyżby następował wielki come back „urojonego” Boga? Owszem, pojawia się więc pytanie: jak sprzedać (nowy) towar na kiczowatym rynku próżności? Nie ulega bowiem wątpliwości, że jeśli my nie będziemy mówić, kamienie będą. Jakim językiem będzie posługiwał się metaczłowiek urodzony w manufakturze? A gdy będzie wydobywał się z taśmy produkcyjnej firmy matrix, może warto zapytać nie gdzie był wtedy Bóg, a gdzie był Człowiek?
Dobry pomysł i organizacja pozwalają uznać inicjatywę za udaną. Pozostał jednak pewien niedosyt. Może dlatego, że nauka nie może ani zaprzeczyć ani potwierdzić; może mówić jak, ale niekoniecznie dlaczego. Pewien niesmak pozostał, wszak "wszyscy mówili prawdę i nikt prawdy nie mówił". I gdy transhumaniści powoli na serce umierają, a chimery się zlatują, moje podpowiada mi, że "warto rozmawiać".
Mam nadzieję, że choć z góry skazani na klęskę, rozsmakowani w pięknie, doświadczymy dojmującego głodu, którego efektem będzie przyszłoroczna sesja, na której znów wysłuchamy charczącego bulgotu, uczącego pokory w sięganiu po niemożliwe.

Znów cię słyszę
niezniszczalny rytmie
z doliny
echo niesie mnie na wyżyny
mówisz mi:
wstań i idź!
Długo chodziłem tak
wzdłuż i wszerz
starannie omijając niektóre dzielnice łez.
Dokąd szedłem?
Nie wiedziałem.
Chodziłem tak
od zmierzchu do świtu
i znów
od świtu do zmierzchu
tocząc wojnę na słowa
wydeptując ścieżkę wokół profesorskiego biurka
dreptałem w miejscu.
Chodziłem tak długo
aż weszło mi to w krew.
Od tej pory już zawsze włóczyłem się
pod niebiosami, szukając cię,
wierny
chodzę myśląc
pisząc
śniąc...
Dodaj nową odpowiedź