Słowa rozpaczy, słowa nadziei
Wielki polski poeta, Cyprian Kamil Norwid, którego symboliczna urna na Wawelu sąsiaduje od niedawna z doczesnymi szczątkami prezydenckiej pary Lecha i Marii Kaczyńskich, napisał niegdyś wiersz o nieszczęściu, który opatrzył wymownym tytułem „Fatum”: „Jak dziki zwierz przyszło Nieszczęście do człowieka / I zatopiło weń fatalne oczy... / — Czeka — /Czy, człowiek, zboczy?”.
W ostatnim czasie takie fatum nawiedziło nasz kraj, a cały świat obiegły jego imiona: katastrofa, dramat, przekleństwo, rozpacz, ból, żal, strata, bezsens, pustka, wyrwa, ciemność, załamanie, bezradność, osłupienie. Obok katyńskiego krzyża pomordowanych polskich żołnierzy z 1940 roku stanął na rozrytej ziemi pod Smoleńskiem nowy krzyż, tym razem reprezentujących nasz naród i państwo, tragicznie poległych w wypadku lotniczym 10 kwietnia 2010 roku.
Zjednoczenie
W tydzień później, na Placu Piłsudskiego w Warszawie spotkałem tłum poruszonych tym nieszczęściem ludzi, przybyłych tu, by pożegnać ofiary tragicznej katastrofy. Wspólne przeżywanie żałoby mocno zjednoczyło Polaków — przynajmniej na chwilę. Wyeksponowane zdjęcia 96 Poległych, ich krótkie charakterystyki, dramatyczne przemówienia, salwa i marsz żałobny potęgowały nastrój smutku, tak jakby Plac Piłsudskiego, Warszawę i Polskę przepasano jednym wielkim kirem. Szukając nadziei wielu wznosiło oczy ku górze, a tam na niebieskim firmamencie wciąż przesuwały się chmury polskiego smutku i żalu. Gdy po państwowej ceremonii pożegnania nastąpiła część religijna, uwaga uczestników skierowała się ku Krzyżowi Chrystusa, a symboliczne i wymowne, polskie Krzyże: katyński, warszawski i wawelski w naszej świadomości stanęły obok Krzyża Golgoty. Długo trwający, polski Wielki Piątek przypomniał nam znowu, że w Jezusowym Krzyżu mieszczą się i nasze krzyże, tak jak w Jego losie są i nasze losy... Dziwne bywają zbiegi okoliczności; ostatni raz widziałem Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego Prezydenta RP na Uchodźstwie, gdy w Wielki Piątek całował krzyż w londyńskim kościele św. Franciszka. Czy spodziewał się, że tydzień później przyjdzie mu stanąć przed Panem, któremu na ziemi starał się być zawsze wierny!? W tych dniach próbowaliśmy pokonać bestię nieszczęścia, rozpaczy i bólu. Pomagali, jak potrafili najlepiej, duchowni chrześcijańskich wyznań. Nad wielkim warszawskim, ongiś Placem Zwycięstwa, wzniósł się przejmujący śpiew prawosławnych, głębokie słowo ewangelików i ciepło pocieszenia katolików. Ofiara i ból połączyły także chrześcijan, a każdy w takiej chwili wyjmuje ze swego skarbca to, co najlepsze. Wobec śmierci, w cierpieniu wszyscy jesteśmy równi, jak ofiary tragedii pod Smoleńskiem, na co dzień tak różni od siebie, blisko Katynia — Golgoty Wschodu — połączeni przez los na zawsze.
Pokolenia
Tego dnia nad Warszawą świeciło słońce i było wietrznie. Nad Placem Piłsudskiego łopotały liczne flagi, z których większość to przepasane kirem „biało-czerwone”. Moją uwagę zwróciły ustawione w rzędzie sztandary „Solidarności”. W tych dniach przypomnieliśmy sobie to wielkie słowo, które w ostatnich latach tak bardzo nam wypłowiało. Pokolenie poległych przed 70. laty w Katyniu z dumą pisało na swoich sztandarach: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Młodsze pokolenie walczących o wolną Polskę kreśliło na murach wyraz „Solidarność”. Ale te wielkie hasła, które dla wielu były programem życia, ideą przewodnią, głosem serca, schodziły na naszych oczach z publicznej sceny, stawały się eksponatem narodowego muzeum, przestawały być „trendy”. Są chwile, kiedy ze skarbca tradycji wydobywamy je na nowo, czy jednak na długo pozostaną? A co napisze na swoich sztandarach, o ile je w ogóle posiada, dzisiejsze młode pokolenie?
Czy popiół tylko zostanie czy dyjament?
Wielu zadaje sobie dziś pytanie, czy nasze zatroskane myślenie o Polsce skończy się wraz z okresem żałoby, czy zmieni się na lepsze po 10 kwietnia 2010? Czy to polskie Ziarno, które tak nieoczekiwanie i tragicznie wpadło w smoleńską ziemię, wyda plon? Wszak wciąż zagraża nam społeczne rozdarcie bezsensownymi kłótniami, wzajemna zawiść, zazdrość, skłonność do anarchii, prywata, brak poszanowania dla wolnego państwa i odzyskanej demokracji. Z kolei niespełnione nadzieje rodzą rozczarowanie, zniechęcenie, rezygnację, zwłaszcza u młodych Polaków. Co pozostanie w nas i pośród nas po tych tragicznych wydarzeniach kwietniowych?
Powraca dziś echem głośne pytanie Norwida; pamiętając o ofiarach katastrofy poszukajmy osobistej i wspólnej, uczciwej odpowiedzi. „Czy popiół tylko zostanie i zamęt, / Co idzie w przepaść z burzą? — czy zostanie / Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, / Wiekuistego zwycięstwa zaranie...”.

Dodaj nową odpowiedź