Patriotyzm okolicznościowy
Biało-czerwone flagi. Swego czasu wszędzie, gdzie tylko nie spojrzałam, widziałam flagi z barwami mojego kraju. Zazwyczaj przepasane kirem, bądź opuszczone do połowy masztów. Symbolizujące polskość sztandary powiewały na wietrze, prawie że w każdym miejscu naszego kraju. Gdyby nie to, że wywieszone zostały z powodu żałoby narodowej, czułabym się jak dumna Polka, otoczona równie dumnymi ze swojego pochodzenia rodakami.
Niestety my Polacy, nie mamy w zwyczaju eksponować swoich korzeni. Nawet we własnym kraju wstydzimy się epatować patriotyzmem i flagi wywieszamy jedynie z powodu żałoby narodowej, bądź od święta do święta. Zupełnie jak pies Pawłowa na te dwa narodowe kolory będziemy za jakiś czas reagować zaprogramowanymi uczuciami, związanymi ze żałobą narodową, jakim są smutek, żal, nostalgia. Czy flaga może przestać wywoływać w nas dumę, odwagę, chęć poświęcenia się czy szczęście? Mam nadzieję, że nie. Jednak patrząc na okolicznościowy patriotyzm moich rodaków boję się, że z czasem stanie się ona jedynie kawałkiem materiału, który większość czasu leży zakurzony w piwnicy, a dwa, trzy razy w roku zostaje wywieszony dla pokazania sąsiadowi z nad przeciwka, jaki to ze mnie patriota.
Jaki jest ten polski patriotyzm? Trudno powiedzieć, zważywszy na fakt, iż media skrupulatnie przeinaczają i wyolbrzymiają wszelkie informacje, a szczególnie te z ostatniego czasu. Zaraz po tragedii pod Smoleńskiem, Polacy zjednoczyli się w bólu po stracie wielu cenionych w kraju postaci, a przede wszystkim prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie byłoby w tym oczywiście niczego nadzwyczajnego, bo oczywistością wydaje się, odczuwanie smutku po stracie władającego narodem człowieka, który na dodatek może pochwalić się historią przepełnioną walką o wolność państwa. Niestety, o czym przypominały dość często inne, głównie prawicowe media, Lech Kaczyński był jednostką nierzadko wyszydzaną i ostro krytykowaną ze względu na sposób uprawiania polityki. Jednak by nie kalkować publikowanych już tego rodzaju artykułów, chcę skupić się na kwestii patriotyzmu Polaków, który mimo medialnych peanów na jego cześć, zdał się załamać w kulminacyjnym punkcie. Nasi rodacy sami sobie ogłosili żałobę narodową, wywieszając w wielu miejscach polskie flagi bądź stawiając na parapetach czy wystawach sklepowych zdjęcia pary prezydenckiej, co zasługuje na głęboki ukłon, choć z drugiej strony, reakcja ta wydała się naturalna. Jednak to narodowe zjednoczenie, załamało się, gdy ktoś (?) ogłosił, iż miejscem pochówku prezydenckiej pary będzie miało miejsce na Wawelu. Nim się obejrzeliśmy, Polacy już podzielili się na dwa przeciwne obozy. Ale czy medialna burza wywołana wokół tej sprawy jest adekwatna w stosunku do rzeczywistości? Tak naprawdę owa dyskusja toczyła się głównie w Internecie, nieliczni i najbardziej zagorzali wychodzili co jakiś czas na ulice by zaprotestować publicznie przed całą Polską. Protest, oczywiście żadnych wymiernych, skutków nie przyniósł. Polacy więc jako tako nie podzielili się, media jedynie posłużyły się jedynie skuteczną hiperbolizacją zjawiska, która co gorsza „poszła” w świat.
Polacy jak chcą, potrafią jednak zjednoczyć się w czasach kryzysu, słabości czy wydarzeń tego typu, które wzmagają w nas poczucie wspólnoty i patriotyzmu. Historia nie raz pokazała, że wiele pięknych i wielkich zrywów narodu polskiego, trwała chwilę i występowała zazwyczaj w kulminacyjnych punktach egzystencji państwa. Polska jako kraj, kiedy tylko nas potrzebowała, mogła na nas liczyć. Jednak takie okolicznościowe i przejściowe zrywy ludu nie są w stanie stworzyć prawdziwie obywatelskie i dobrze funkcjonujące społeczeństwo. Nasz pozorny i po prostu odgrywany po mistrzowsku patriotyzm to kamuflaż przed największą słabością Polaków — kompleksem polskości. Takie tragiczne wydarzenia pokazują ten problem niezwykle wyraźnie, a rodzime media robią, co mogą by potwierdzić tę przykrą tezę. Mamy wielką potrzebę poczucia wspólnoty i zapewne dlatego Kościół jest dla Polaków tak istotną instytucją, która pomaga nam ją namacalnie poczuć.
Niestety i ona zawiodła nie raz, podczas ostatniego czasu żałobnego, kiedy to kilka dni po tragedii pod Smoleńskiem, mogliśmy usłyszeć z Radia Maryja głosy, iż katastrofa mogła być zamachem stanu. Czy komukolwiek wypada insynuować takie rzeczy zaraz po tak strasznej tragedii? Co się stało z katolickim niesieniem pokoju? I jak można rozumieć okrzyki ludzi przed kościołem Mariackim w Krakowie „Precz TVN” zaraz po opuszczeniu trumien z parą prezydencką? Czy już wtedy uznano, że można zakłócić spokój odbywających swoją ostatnią podróż państwa Kaczyńskich?
Niestety, ja w prawdziwość polskiego patriotyzmu nie wierzę. Ostatnie wydarzenia dobitnie pokazały, iż w większości przypadkach mamy jedynie do czynienia z chęcią odkupienia win za krzywdę jaką wyrządzano przez ostatnie lata prezydentowi. Ta żałoba to jedno wielkie, być może szczere „przepraszam”, które mimo wszystko choć potrzebne — patriotyzmem nie jest. Kiedy zatem nauczymy się, co nim jest i jak powinien on wyglądać? Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale mam głęboką nadzieję, że kiedyś się to stanie.
Teraz, po zakończeniu żałoby narodowej, kiedy przechadzam się ulicami miasta, obserwuję jak wszyscy ściągają flagi, chowają je z powrotem w kartony, by wywiesić je na kolejne święto. I nachodzi mnie niespokojna myśl, że ja prawdziwego patriotyzmu moich rodaków już nie doczekam.

Dodaj nową odpowiedź