Więc po co ten dramat?

O tym, że stwierdzenie „Jestem singlem” nie oznacza samotności. I nie ma najmniejszych powodów, by takim osobom sugerować zapisanie się na jedną z terapii, mających przywrócić jej normalność... bo tak naprawdę życie singla ma wiele plusów. Nie taki diabeł straszny.

Źródłem tak popularnego ostatnio słowa „singiel” jest angielskie „single”, oznaczające pierwotnie tyle, co „pojedynczy”, z czasem rozszerzone o znaczenie „niezamężna/nieżonaty”. Zatem, z językowego punktu widzenia nie ma tu żadnych konotacji z samotnością.

Stereotypy

Zastanawia mnie, co jest źródłem przeświadczenia, że singiel to osoba samotna, wyalienowana ze społeczeństwa, niekochana, bez poczucia własnej wartości, szara myszka, która czuje się nieatrakcyjna... (można by tak wymieniać i wymieniać). Zadziwiająca jest reakcja osób tzw. trzecich na wieść, że jakaś znana im „ona” bądź znany im „on” nie są z nikim związani. Często w oczach tychże osób pojawia się coś na kształt litości, iskierka specyficznie pojmowanego miłosierdzia (choć równie dobrze może to być maska hipokryzji, wszak nigdy nie wiemy, co w drugim człowieku siedzi), po czym padają słowa gorących zapewnień: „Nie martw się, na pewno jeszcze kogoś znajdziesz” albo pojawia się ciężkie westchnienie niezrozumienia: „Jak to możliwe, że ona/on nadal jest sama/sam?” (żeby równouprawnieniu stało się zadość). Co więcej, ich troska nie ogranicza się jedynie do wyrażenia litości.

„—Pomóżmy mu—”

Co niektóre osoby łaskawego serca za punkt honoru, swoistą „świętą misję” uznają konieczność znalezienia kogoś odpowiedniego dla „biednego” singla. W wyniku całej skrupulatnie zaplanowanej intrygi swatani najczęściej odczuwają niesmak i zakłopotanie, bo i jak tu powiedzieć, że przedstawiona osoba niekoniecznie przypadła nam do gustu? Nie ukrywajmy, sytuacje, kiedy owo łączenie w pary -– chęć uszczęśliwienia na siłę -– przeradza się w poważny związek, należą raczej do rzadkości.
Czy nikt nie zdaje sobie sprawy, że niejednokrotnie podobna postawa (mam tu na myśli stosunek do osób niepozostających w związkach w ogóle) wywołuje w samym zainteresowanym — mówiąc eufemistycznie — demona wściekłości?

Świadomość i etykieta

W naszej świadomości funkcjonuje, a może nawet i pokutuje, pewnego rodzaju „parcie” na związki –- przeświadczenie, że tylko w bliskim, miłosnym związku z drugą osobą możemy być naprawdę szczęśliwi. Otóż nie. To tylko schematy, które tworzą dodatkową presję. Właściwie można to nazwać emocjonalnym szantażem. Za singlem ciągnie się kilka etykietek, a każda sprowadza się do tego, że jest z nim coś „nie tak”. Taki mężczyzna jest, jak to się mówi, „zimnym draniem”, mającym problemy z okazywaniem uczuć (gwoli jasności –- dużo większe problemy niż przeciętny facet; mężczyźni, proszę się nie burzyć) i traktującym kobiety jak zabawki, które szybko się nudzą. Albo uważa się takiego faceta za „synusia mamusi”, który nie odciął jeszcze pępowiny i nie potrafi się od matuli uniezależnić. Kobieta singielka, kobieta niezależna może mieć opinię „modliszki”, czyhającej na niewinne serca, by mścić się kolejno na przedstawicielach męskiego gatunku za jakieś urojone zbrodnie. Z drugiej strony może być uważana za taką „piekielnicę”, z którą nawet anioł cierpliwości by nie wytrzymał. To może i brzmi karykaturalnie, ale takie myślenie jest faktem. I mimo że single spotykają się z coraz mniejszym ostracyzmem, to nadal zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, kiedy na singla patrzy się jak na wroga, czekającego tylko, by „odbić” czyjąś sympatię.

Wolność = depresja?

Do irytacji może doprowadzać jeszcze jedna łatka, mianowicie przypuszczenie, że osoba „bez pary” ma z tego powodu głęboką depresję. Jest to założenie błędne, przynajmniej w przeważającej liczbie przypadków. To już nie ta epoka, w której wczesne zakładanie rodziny było w dobrym tonie. Skąd zatem wnioski, że osoby bez partnera/partnerki katują się myślą o związku, którego nie tworzą do tego stopnia, że wypłakują się na ramieniu przyjaciela geja, regularnie się upijają, obsesyjnie próbują zrzucić kilka kilo (skojarzenia z Brigitte Jones są słuszne –- należy traktować tę postać jako antyprzykład). Przecież fakt, że ktoś jest sam -– to słowo nie jest tożsame z „samotny” -– nie oznacza, że dany człowiek uważa to za koniec świata, życiową katastrofę, armagedon etc., etc. Życie w pojedynkę jest nie tylko stanem niedepresyjnym, ale może przynieść wiele radości. Naturalnie, potrzebujemy drugiego człowieka, jednak relacje międzyludzkie nie kończą się na intymnych związkach. Tak rozumiana niezależność może mieć naprawdę wiele plusów. Nikt nie wymaga szczegółowego relacjonowania przebiegu dnia ani tłumaczenia, przynajmniej równie szczegółowego, że ten mężczyzna jest tylko kolegą ze studiów albo że od tej dziewczyny pożyczamy po prostu notatki. Nie musimy odpierać ataków niczym nieumotywowanej zazdrości i wysłuchiwać idiotyzmów typu „Bo ty na pewno kogoś masz”. W takich momentach aż prosi się, by wykrzyknąć jakiś wyjątkowo złośliwy komentarz, a od tego już tylko krok do złego humoru obojga stron spowodowanego bezsensownym sporem.

Bez presji

Przykłady można mnożyć i mnożyć, ale nie o to chodzi. Nie chcę nikogo przekonywać do porzucania obecnego partnera, bo bycie singlem jest takie fantastyczne. Wszystko wszak ma swoje minusy. A dodatkowo każdy z nas ma inne potrzeby. Warto podkreślić jednak, że nie należy rezygnować z osobistego szczęścia, z możliwości rozwoju, który jest czasami hamowany przez fakt bycia w związku. Nie warto i nie należy rezygnować z życia, które nam odpowiada, które sprawia, że czujemy się dobrze, po to, by dostosować się do sztywnych norm, dopasować do większości i zadowolić innych. Należy być sobą, korzystać z tego, co daje nam życie i nie pozwalać, by ktoś nas ograniczał. Nie ma sensu robić czegoś wbrew sobie -– asertywność jest w cenie.
Celem tego tekstu jest uświadomienie tym, którzy tego nie wiedzą, że singiel może być jednostką szczęśliwą i spełnioną. I że do umocnienia poczucia własnej wartości nie są mu niezbędne wniebowzięte spojrzenia ukochanej osoby. Więc po co ten dramat?

Komentarze: 0 / Skomentuj wpis

Dodaj nową odpowiedź

 
Pewien HTML jest OK.
Admin
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();