Autorytet
Kiedy myślę „autorytet”, mam ochotę zawrzeć moje obawy w jednym wyrażeniu: zanik autorytetów. W związku z tym, podjętą w tym numerze debatę o autorytetach uważam za potrzebną - zwłaszcza teraz, gdy sens tego pojęcia został rozmyty.
Niezależnie od rozmiarów degradacji i skali zniszczenia autorytetów, warto i należy wypełniać tę lukę zwyczajnymi ludźmi, którzy codziennie dają świadectwo życia. Zdaje się, że cichych bohaterów codzienności jest o wiele więcej niż sądzimy, a potrzeba autentycznych autorytetów (a nie tych sztucznych, z urzędu) o wiele silniejsza. A może wystarczyłoby przywrócenie należytego miejsca sumieniu, by XXI wiek stał się wiekiem dobra oraz, nie tylko deklarowanych, ale i praktykowanych w życiu, wartości?
Bez pytań się nie obędzie. Czy mam jakiś autorytet? Kto dla mnie był wzorem w czasach dzieciństwa, kto mnie fascynował w okresie dorastania, kto inspirował na drodze do dorosłości i kto jest mistrzem dziś? Czy w ogóle mam potrzebę posiadania autorytetu? Co z autorytetem rodziny, przewodnika duchowego?
Tak naprawdę dotykamy tu pytania o... mądrość. Po czym poznać człowieka mądrego? Człowiek mądry, mistrz fascynuje, pociąga, nie daje prostych, gotowych rozwiązań, towarzyszy we wzroście, a wszystko to za sprawą autentycznego spotkania w wolności. Świadectwo życia wymaga odwagi niezasłaniania się cytatami, a mówienia sobą. W efekcie końcowym: mistrz rodzi mistrza: uczeń-mistrz odchodzi i idzie swoją własną ścieżką. Kroczy nią pewnie dzięki drogowskazom, które nauczył się odczytywać.
Bycie mistrzem to wielkie wyzwanie. Mistrz to przecież nauczyciel. To ktoś, kto z wszelkich obecnych w świecie sensów pomaga wyłuskać te, które są przynależne jednostce. Towarzyszy, bacznie przyglądając się i ucząc trudnej sztuki wyboru. To ktoś, kto powiedział choćby jedno zdanie, które zaważyło na postrzeganiu świata. Mało tego, to słowo, zdanie, myśl znalazło swoje odzwierciedlenie w czynie, w konkrecie życia. Bo choć słowa uczą, to przykłady pociągają. Jedno ze zdań, które trafiły do mojej zeszytowej kolekcji tzw. „wybuchowych lektur” i zapadło w pamięć, brzmiało: „Chciałem zmienić cały świat: zrozumiałem, że mogę tylko-aż siebie”. W tej materii wszyscy mamy jeszcze sporo do zrobienia...

Dodaj nową odpowiedź