W cylindrze na Piekary
Sensację i uznanie wzbudziło wydarzenie rozgrywające się w nocy z czwartku na piątek 26 listopada przy ulicy Piekary 24. Pod osłoną nocy, przy dźwiękach najnowszego gramofonu, zebrało się mnóstwo znanych w mieście postaci, by wziąć udział w wielkim Andrzejkowym Balu D.A. Jak doniesiono redakcji już w kilka godzin po głównych zajściach, impreza zyskała miano najbardziej frywolnej biesiady lat ’20.
Już od wczesnych godzin wieczornych na ulicach miasta dało się wyczuć atmosferę niezwykłości. Eleganckie fraki i cylindry, pawie pióra oraz cekiny pojawiły się na ulicach niczego nieświadomego miasta. Odważnie i dumnie odtańczony polonez nie pozostawił wątpliwości, że te chwile przejdą do historii. Na sali balowej pod wodzą Marcina z Bierzgłowa – uznanego Toruńskiego wodzireja – można była dostrzec niejedną osobistość. Pojawił się tu, między innymi, słynny z ekscesów arystokrata HrabianaTenczas-Łapiński, syn cenionego prawnika i śpiewaczki operowej Marcin Zasłuchany-Początekpolski, czy też figlarne i wszędobylskie siostry Dora i Margaret Williams.
O ile tradycyjny walc trzymał jeszcze znamienitych gości w należytej powadze, o tyle szalony charleston obudził żywe emocje. Szacowne madamme i dżentelmeni,a nawet dystyngowane brytyjskie hrabiostwo nie potrafili się oprzeć temu muzycznemu żywiołowi.
Obecny na sali lwowski potentat waty cukrowy Dionizy – przypadkiem tylko przypominający ojca Grzegorza – zdradził, iż właśnie po charlestonie wzrasta apetyt na prawdziwą – watę. Oprócz jego przesławnych wyrobów sporym powodzeniem cieszyły się również kanapki oraz owocowe ciasta popijane bąbelkową lemoniadą.
Nie wszystkim jednak takowa biesiada przypadła do gustu. Wzburzone emancypantki z pierwszego roku kulturoznawstwa: Pamela, Adrianna i Isabel żądały od mężczyzn szerszej perspektywy wykraczającej poza kanapkę i kobiety na przystawkę. Podobnego zdania był świeżo upieczony rejent Sebastian, który zachęcał, by twardy realizm w dzień zamieniać wieczorem na Carpe Deo.
Równie ożywioną dysputę na temat słowa prowadzili wspomniany już HrabianaTenczas i irlandzki potentat stoczniowy. Podobnież tradycyjne męskie „ostatnie słowo” coraz częściej prezentuje się w „latina demensa” szczególnie wśród społeczności block hause haustu. Powyższe dywagacje urocza towarzyszka Irlandczyka z filuternym uśmiechem skwitowała, iż mężczyzna jedynie myśli, iż ma ostatnie słowo.
Przypatrując się gościom w kuluarach, można było dostrzec również zachodzące w Polsce przemiany społeczne. Przykładem może być tutaj młody doktor matematyki, który, sprzedając w dobie kryzysu bochenek chleba, otrzymał w zamian dwie walizki marek polskich, stając się w ten sposób multimilionerem.
Nie zabrakło też blisko- i dalekowschodnich akcentów. Indyjska księżniczka, prowadząca misje w Europie i Ameryce Południowej, wydawała się budzić respekt nawet ze strony rozbawionych sióstr Williams. Ukraiński uwodziciel i łamacz serc niewieścich Roman i jego towarzyszka Anna, propagując twórczość Tadeusza Konwickiego, przypominali o dumnym duchu i romantyzmie kresowiaków.
Przybyły w tajnej misji komisarz policji, podający się za ojca Krzysztofa, szczególnie bacznym okiem przyglądał się „przepióreczce” łapiącej swojego „przepióra”. Jak zanotował później w swoim raporcie, radość i beztroska, będące właściwościami serc czystych i prostolinijnych, są najlepszą obroną na wszelkie kryzysy.
Pomimo sielskiej atmosfery nie obyło się jednak bez wątków dramatycznych. Żona sztukmistrza Michała Prezesowicza, najlepszego iluzjonisty po tej stronie Wisły, uciekła z jego asystentem, co wpędziło artystę w butelkowe tango. Wiele jednak wskazuje na to, iż na balu ten wielki talent znalazł wreszcie właściwy grunt, by się odbić od samotności.
Pikanterii nadała całości głośna już piosenka sex appeal, wzbudzając na sali wielkie podniecenie. „Tajemniczość”, „męska słabość” czy wręcz „dolegliwość” to tylko niektóre z opinii. Wielkie to rozochocenie sprawiło, iż tańcom i białym walcom z pewnością nie byłoby końca, gdyby nie nieubłagane pojawienie się świtu oraz zmarszczone czoło ojca Superiora. One to właśnie przypomniały gościom o powinności powrotu do domu.
Prócz wspomnień i zwartych znajomości pozostał jeszcze spory niedosyt i to prawdopodobnie dzięki niemu sprzątanie domku D.A. zostało odroczone do godziny 13 dnia następnego.O długofalowych następstwach minionego balu redakcja z pewnością poinformuje czytelników. Nastąpi to po wnikliwej analizie dostępnych raportów policyjnych i ksiąg parafialnych.
Specjalnie dla czytelników EXPressu Wieczornego wydarzenia opisał Walery Skrzypaczek La Montaine.

Dodaj nową odpowiedź