Międzynarodowy Wolontariat Don Bosco w Toruniu jest już od 5 lat...

Rok 2004 „Siewca wyszedł siać swoje ziarno..” (Łk 8, 5)

W grodzie Kopernika spotkały się inicjatorki grupy lokalnej Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco: Danusia, Agnieszka i Kasia. Pierwsza z nich, idąc w ślady św. Jana Bosko... miała sen, w którym widziała, że jest na misjach... śniła o Ekwadorze. Jak się później okazało – rzeczywiście znalazła się w Ameryce Południowej, ale kawałek dalej, w Peru. Jednak zanim to nastąpiło, działała w grupie misyjnej przy Duszpasterstwie oo. Jezuitów.

Minęło pięć lat. Pojawia się pytanie: Na jaką glebę rzucono ziarno? Nie padło na drogę, bo nie zostało podeptane, ani wydziobane przez ptaki. Nie padło na skałę, ponieważ nie uschło. Nie padło też pomiędzy ciernie, które mogłyby je zagłuszyć.

Czyżby padło na ziemię żyzną? Czy wydało plon stokrotny?

Już niedługo po powstaniu grupy pojawili się ochotnicy, którzy wyjechali na Ukrainę, aby doświadczać bogactwa misji. Jednak wyjazdy krótkoterminowe są tak naprawdę tylko początkiem, aby stać się dla Pana Jego długoterminowym misjonarzem...

Rok 2005 – 2006 ziarno spadło na ziemię...

Danusia jest na rocznym wolontariacie misyjnym w Calce, w Peru. W liście pisała: „Dla mnie jest to czas wyprowadzenia na pustynię, jak mówi prorok Ozeasz: „Dlatego zwabię ją na pustynie i przemówię do jej serca” (Oz 2, 16). Jednocześnie jest to też czas doświadczenia konieczności zaufania Bogu i konsekwentnego przyjęcia Jego warunków”.

Nasza grupka formowała się na cotygodniowych spotkaniach i na wyjazdach formacyjnych w Aleksandrowie Kujawskim oraz w Warszawie w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym. Modliliśmy się, zgłębialiśmy duchowość ignacjańską i salezjańską, nie zapominając również o dobrej zabawie. Prowadziliśmy różaniec misyjny, grudniową akcję sprzedaży aniołków, podjęliśmy się adopcji na odległość dzieci ze szkoły w Korr w Kenii; zaprosiliśmy Siostry Białe – Misjonarki Afryki do prowadzenia warsztatów liturgiczno – afrykańskich. Pod koniec roku akademickiego kolejne osoby wyjechały na Ukrainę, gdzie w sercach rozbudziły się misyjne refleksje. Agnieszka pisała: „Bóg wspaniale wykorzystuje pragnienia, które w każdym głęboko tkwią. Kiedy zostałam animatorem i odkryłam całe błogosławieństwo służby, przeszło mi przez myśl, że jeżeli jest powołanie animatorskie, to ja je otrzymałam. Potem zdałam sobie sprawę z tego, że przecież misjonarz to ten, który stale ożywia, towarzyszy i wspiera – nie tylko w sprawach duchowych, ale i prostych troskach i radościach codzienności – jak animator”.

Rok 2006 – 2007 ziarno zapuszcza korzenie...

Zza Oceanu powróciła do nas Danusia, a do wyjazdu długoterminowego, również do Peru, przygotowywały się kolejne dwie osoby: Agnieszka i Michalina. Nie zabrakło także tych, którzy podjęli decyzję wyjazdu na wolontariat krótkoterminowy, aby w okresie wakacyjnym wspomagać przygotowanie kolonii dla dzieci w Obwodzie Kaliningradzkim oraz w Libanie.

Już na początku nowego roku wielu z nas miało swój własny obraz misji, który staraliśmy się ubogacać. Dla jednych Misją jest Chrystus (Kasia), dla drugich Misja – to Powołanie, to być człowiekiem nauki (Danuta), dla trzecich – Misja to Człowiek (Maria), dla jeszcze innych - Misja to Miłość ku większej jedności (Agnieszka), przywracanie Godności (Łukasz), bądź też niesienie światła (Ania). Na spotkaniach zastanawialiśmy się szczególnie nad swoim powołaniem. Pomocne były nam: wykład o. Tomasza Kota SJ, spotkanie z ks. Jackiem Gniadkiem SVD – Misjonarzem Afryki, wolontariuszkami Kasią Tadl i Kasią Wnuk, które pracowały na placówce w Kenii oraz modlitwa w intencji polskich salezjanów, pracujących na misjach.

Fundamentem misji jest modlitwa. Bez niej nie będzie misjonarzy. Misjonarz bez modlitewnego zaplecza nie jest misjonarzem. Nie tylko on uczestniczy w misyjnym dziele Kościoła, lecz towarzyszy mu cała wspólnota lokalna, z której się wywodzi. Danuta Prot przypomina, że tak samo jest z wolontariuszami: „wolontariusz jest przedstawicielem wspólnoty Kościoła lokalnego, jej wysłannikiem, jedzie jeden, ale cała wspólnota wyjeżdża jakoby dzięki niemu. Do bycia misjonarzami zaproszeni są wszyscy. W Kościele nic nie robi się indywidualnie, wszystko dzieje się dzięki wspólnocie i na jej konto”. „Wolontariusze są darem dla misji od tego konkretnego Kościoła lokalnego. Każdy, kto przychodzi do kościoła oo. Jezuitów może czuć się ich wysłannikiem, w nich mieć swojego przedstawiciela. Z tym wiąże się też odpowiedzialność: konieczność wsparcia modlitewnego jego osoby i dzieła, do którego został posłany”.

Agnieszka, która wróciła po wakacjach z Obwodu Kalingradzkiego również dzieli się swoimi refleksjami na temat bycia misjonarzem: „Patrząc z perspektywy czasu, gdy wybierałam się na wyjazd bardzo się bałam, że nie dam rady. Teraz wiem, że z Bogiem mogę zdziałać wszystko. Wyjazd misyjny pokazał mi, ze nie ma rzeczy niemożliwych z Bogiem. Myślę sobie, że wolontariusz – misjonarz to taka osoba, która odkryła, że Bóg nie jest gdzieś daleko, tylko na wyciągnięcie ręki.”

Rok 2007 – 2008 ziarno zaczyna kiełkować....

Dla Michaliny i Agnieszki to rok obecności na rocznym wolontariacie w Peru. Agnieszka pisała: „Wychodzę z pustymi rękoma ku moim braciom, by napełnić je ich doświadczeniem i ich radością. Trzeba zejść z wyżyn ideałów na boisko do koszykówki i przekonać się o swojej słabości, by odkryć, że z odczuwalnej pustki fizycznej i myślowej mogą zrodzić się całkiem dobre rozgrywki sportowe. Innymi słowy: być... i być sobą. I odkrywać siebie na nowo”.

Dla nas, obecnych w Toruniu, był to czas dzielenia się doświadczeniami z wyjazdów krótkoterminowych, poznawania encykliki Redemptoris Missio, pracy na misjach: w Albanii – oczami ks. Michała, w Peru – oczami Anety Franas, kontynuacji miejscowych inicjatyw wolontariackich oraz przygotowywania się do wyjazdu wakacyjnego na Węgry, aby tam prowadzić półkolonie dla dzieci.

Rok 2008 – 2009 ziarno zaczyna wzrastać...

To czas powrotu Agnieszki i Michaliny oraz czas przygotowywania się do kolejnych wyjazdów: do Afryki - dla Moniki na okres wakacji, a dla Tomka i Ewy na cały rok; z powrotem do Peru – dla Agnieszki na okres wakacji, a dla Michasi na pół roku. Czym kierują się, podejmując decyzję o wyjeździe? Tomek, po otrzymaniu krzyża misyjnego, mówi: „Pragnę wyjechać na placówkę misyjną, by mieć udział w wysiłku misyjnym Kościoła, ale w sposób właściwy dla mnie – przez wspomaganie misjonarza w zwyczajnych pracach. To on został powołany do ewangelizacji. Jednak, aby skutecznie wypełniać to zadanie, potrzebuje współpracowników (...). Ja znalazłem dla siebie słowa, określające moją rolę przez co najmniej najbliższy rok: chcę być Pomocnikiem Salezjańskim”.

Był to również bogaty czas angażowania się tu, na miejscu, w różnego rodzaju inicjatywy: Etno – śledzik party, „Spacer po Afryce” z Siostrami Białymi, spotkania tematyczne o uchodźcach, spotkanie z ks. Grzegorzem Tworzewskim, współpraca ze szkołą salezjańską oraz z PAHem.

Czy ziarno zapału misyjnego niewielkiego grona osób rzeczywiście padło na żyzną glebę? Odpowiedź brzmi: Tak. Ale czy wyrosło? Myślę, że nasz wolontariat jest na etapie dojrzewania.

Jedni wolontariusze odkrywają w sobie powołanie do wyjazdów długo- lub krótkoterminowych, inni do pozostania na miejscu. To błogosławiony czas, który przyniesie owoce. Ci, którzy wrócą, będą mogli podzielić się swoim doświadczeniem misyjnym, ci zaś, którzy pozostają na miejscu, mogą tworzyć wspólnotę, która modli się, prowadzi animacje misyjne i dojrzewa do podejmowania decyzji wyboru własnej drogi do świętości. Tak też było ze mną. Dojrzewałam do decyzji, gdy inni wyjeżdżali, a ja zostawałam. Teraz wyjeżdżam również ja. Czeka mnie wyjazd długoterminowy, jednak już nie na rok i nie w charakterze wolontariuszki, ale kandydatki do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki – Sióstr Białych.

I dziękuję Panu za tę szansę bycia misjonarzem – gdziekolwiek jesteśmy. Jesteśmy misjonarzami – żyjąc tu, na miejscu, w Toruniu – wspierając tych, którzy wyjeżdżają. Tak samo możemy być misjonarzami w każdym innym miejscu, jeśli tylko zechcemy.

Niech jubileusz wolontariatu będzie okazją do głębszego wniknięcia w istotę powołania misyjnego, które każdy z nas otrzymał. Pozostaje tylko pytanie: Jak odpowiemy na to wezwanie? Nie bójmy się na nie odpowiedzieć szczerze, a wszystko po to, aby w przyszłości móc zakosztować dojrzałych owoców. Ufam, że będzie ich bardzo dużo. Jeśli tylko wytrwamy, będziemy mogli powtórzyć słowa: „Siewca wyszedł siać swoje ziarno (...) i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny” (Mt 8, 5.8)

Komentarze: 0 / Skomentuj wpis

Dodaj nową odpowiedź

 
Pewien HTML jest OK.
Admin
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();