Nie ma ich. I co z tego?
Jest początek roku 2011. Reakcyjny prezydent, reprezentujący tradycyjny polski zaścianek, balansujący pomiędzy elektoratem ciemnogrodzkich kręgów a wypadem do Moskwy, pospołu z gen. Jaruzelskim, na rocznicę zakończenia II wojny światowej, od kilku tygodni piastuje ponownie najwyższy urząd w kraju.
Ów urząd jest, rzecz jasna, najwyższy z nazwy, bo nasz bohater nie znalazłby miejsca w narodowej reprezentacji koszykówki. No chyba, że w Gruzji. Prezydent uparł się i wygrał kolejny spór o krzesło podczas zaproszenia na spotkanie z wierchuszką UEFA, bo w końcu EURO 2012 za pasem. A jako, że jest się Mężem Stanu i Wielkim Patriotą, to dlaczego ustępować miejsca premierowi? W końcu marzenia o silnej Polsce, reprezentowanej przez silnego prezydenta, nie zginęły, póki on żyje! I on na to spotkanie pojedzie.
Jego małżonka w niczym nie przypomina dzielnej niewiasty opisanej poematem przez autora natchnionego. Niby udziela się w jakichś tam kampaniach społecznych (w końcu rak piersi to jak splunąć, więc może szkoda jej zachodu), ale kto ją tam widział na salonach sztuki czy swobodnie rozmawiającą z zagranicznymi koleżankami. Częściej można było zobaczyć, jak truchtając za swoim oblubieńcem, poprawiała mu krawat, bo on nie za bardzo dbał o takie detale.
***
Niedawno obchodzono święta Bożego Narodzenia. Wiadomo, okazja do wylansowania się — jak znalazł. Ale kto tam wie, że mieszkańcy Pałacu Prezydenckiego, podobnie jak większość Polaków, ubierają choinkę, głaszczą po główkach swoje wnuczki, śpiewają kolędy. Tegoroczne święta upłynęły w kolejnym skandalu: ich córka ponownie się rozwiodła i wyszła za mąż za jednego z krewnych Jerzego U. Fakt: większe troski są na głowie prezydenta niż dobór ozdób choinkowych i poddanie go ocenie czytelników kolorowych a treściwych czasopism.
***
Pani nauczycielka pyta w szkole:
— Drogie dzieci, kto jest głową państwa polskiego?
— Rydzyk! (śmiech)
— Zła odpowiedź. Kto?
— Prezydent! (więcej śmiechu)
Pani nauczycielka:
— Zgadza się. A kto i gdzie widział kiedyś zdjęcie pana prezydenta, jak się uśmiecha?
Cisza. Pani ponawia pytanie. Po chwili z ostatniej ławki słychać znudzone bąknięcie:
— Ja. Na demotywatorach. (klasa pokłada się z rozbawienia)
***
Niezbyt budująco kształtują się badania wizerunku pt.: „Jak postrzegasz swojego Prezydenta?”, przeprowadzone w połowie stycznia 2011, po zawetowaniu przez niego (standardowo) kolejnej ustawy. 58% ankietowanych odpowiedziało: „to nie jest mój prezydent, nie obchodzi mnie to”. 32% udzieliło odpowiedzi: „jako kostycznego buraka”, 3% uważa go za słabszego od jego brata, 2% respondentów określiło go jako „nacjonalistycznego homofoba z zacięciem antysemickim i rewizjonistycznym”, a pozostałe 5% udzieliło odpowiedzi wulgarnych, które ośrodkowi badawczemu wstyd było publikować. Wszystko jednak wskazywało na to, że prezydent nie bierze poważnie owych opinii: wyrażanych nie tylko przez zwykły lud, ale również i jego kwiat, obficie wykładający swoje poglądy nie tylko w opiniotwórczych mediach, ale także w kolorowej prasie i portalach plotkarskich. Jak wiadomo, kwiat jak to kwiat — jest bytem bardzo wrażliwym.
***
A termin spotkania z UEFA nadchodził wielkimi krokami. Aż nadszedł. W końcu dzień wylotu! Co prawda wyczarterowanym samolotem, bo jedyny rządowy samolot był w remoncie, ale co tam. Już prezydent z małżonką są na płycie lotniska. Wchodzą do maszyny, ona się uśmiecha półgębkiem, on w ręku trzyma szalik narodowej reprezentacji w piłkę kopaną. To nic, że trzyma go do góry nogami. Nawet lepiej — będzie o czym podyskutować w telewizji śniadaniowej: croissant, kawa i dobra zabawa. To jest to, co Polacy lubią najbardziej. Nieważne, że spotka się tam z wielkimi piłkarskiego świata i za wszelką cenę będzie chciał utrzymać EURO 2012 nad Wisłą. Bo to sprawa honoru i polskiej racji stanu. A konkurentem o miano organizatora stała się nieoczekiwanie Białoruś — tak w ramach oswajania z Europą jej zacnego przywódcy. I mimo telefonu do brata, że wszystko idzie zgodnie z planem, prezydentowi nie udało się spotkać z magnatami piłki kopanej. Nie przybyli, bo zgodnie z komputerowymi symulacjami, właśnie w tym czasie loty utrudniała wielka chmura. No, a jak ma padać, to lepiej pooglądać w domu rozgrywki golfa. A jak się przejaśni, to samemu pomachać kijem.
***
Zawiedziony prezydent, zmuszony z niczym wrócić do kraju, szedł spacerowym krokiem na lotnisko. Szedł wraz z małżonką, ale jego oblicze było chmurne. Już wyobrażał sobie tytuły gazet po swoim powrocie. W jednej dłoni ściskał dłoń Pierwszej Damy, a w drugiej starą, dobrą Nokię 6310 i rozmawiał z bratem. Wtem zza zakrętu wypadła pędząca z prędkością 60 km/h ciężarówka z kapustą i śmiertelnie potrąciła przechodzących na pasach. Wśród nich był również prezydent z małżonką. Kierowca nie miał sprawnych żarówek i w panującej mgle nie zapanował nad pojazdem. Pierwszej Parze urządzono huczny pogrzeb a słowa proroka Lesmana wypełniły się:
„I zmarł z piątku na sobotę
No, a już w niedzielę rano
Króla godnie pochowano.
Dzieci ojca opłakały
Płakał z nimi naród cały,
A gdy minął rok z kawałkiem
Zapomniano o nim całkiem”
Nie ma ich. I co z tego?

Dodaj nową odpowiedź