Myśl dnia - numero uno
Poszukując natchnienia, by móc wreszcie wywiązać się z obowiązku bycia seminarzystką i móc udać się do magicznego p. 106, by tam złożyć pracę magisterską na biurku promotora, robiłam dziś niemal wszystko: zakupy, przesadzanie roślin, mycie okien, gotowanie i rzecz jasna konsumowanie moich osiągnięć kulinarnych, bo przecież”na noc się nie je” -> http://demotywatory.pl/1452805, a dzięki przyjaciołom pamięta się o tym, że przecież”zawsze można parę kilo zrzucić”;), a i Sieć pęka od”bo wiosna to idealny czas na rozpoczęcie odchudzania” - to dopiero pomaga odzyskać harmonie ciała i umysłu! Ale nic tak nie poprawia nastroju jak czekolada albo... bieg po endorfiny (dobre i 6 okrążeń po latach braku systematycznych ćwiczeń). Widok kolejnej grupy na FB gromiącej w nazwie”zabijam za pytanie:”Jak tam twoja magisterka?” wzbudził poczucie pewnej specyficznej jedności i wywołał ironiczny uśmiech (dlaczego? http://dwutygodnik.com/artykul/1069-real-niereal-surreal.html). Wszak jak głosi owa grupa”ze studentem piątego roku można porozmawiać na milion tematów. Po co więc pytać o oczywistości?”
Nie będzie chyba jednak oczywistością próba skłonienia Czytelników do refleksji nad słowami Malcolma Muggeridge'a:”prasa to sumienie z papieru”. Cytat ten znalazłam przygotowując referat nt. kultury, mediów i wychowania ze szczególnym uwzględnieniem prasy. Nie napawa optymizmem, ale czy naprawdę jest aż tak źle? Czy aspekt ekonomiczny/zarobkowy/materialny musi sprawiać, że jakiekolwiek media nie będą kojarzone z sumieniem? Co to znaczy mieć sumienie? I czy media nie mają dziś już żadnego kodeksu działania? Czy każda wywołana przez nie burza zasługuje na potępienie? A co jeśli tylko to jest w stanie otworzyć oczy, uświadomić, uwrażliwić... Czy można jeszcze wierzyć w pełny i rzetelny obraz rzeczywistości? Przecież nic tak nie szkodzi jak utrata wiarygodności. To dlaczego tak często i chętnie (?) mijamy się z prawdą? Presja czasu i rynku to niewystarczające argumenty. Większość dziennikarzy chce służyć nie tylko naczelnemu, lecz także, a może przede wszystkim prawdzie.”Pod pancerzem cynizmu dziennikarze są w większości romantykami (...)” - pisze Paul Johnson w eseju”Najlepszy naczelny to naczelny szczęśliwy” (w:”Do diabła z Picassem Eseje o polityce, sztuce i życiu”, 2002 r.). Czy kultura jest mniej ważna, wartości nie mieszczą się na ekranie telewizyjnym, a mówienie o sumieniu i służeniu prawdzie w kontekście mediów jest śmiechu warte? Sacrum i profanum - tak blisko siebie zamieszkały... jak to pożenić? Bądźmy poza schematem. Praktykujmy dobro. Czy to realne? Wierzę, że tak - że te cienie świadczą o tym, że gdzieś tam jest Światło.
ps. Gdyby ktoś miał wątpliwości, celem nie było usiłowanie podsycania niezdrowych emocji wokół mediów. Raczej chęć zastanowienia się i pobudzenia do dyskusji nt. szans przebicia się wartościowych przekazów medialnych (o ile takie jeszcze w ogóle istnieją) oraz jak ma się współczesne wychowanie do logiki upozorowania, która rodzi nowy świat zamieszkiwany przez papierowych ludzi o wyłączonych sumieniach, którzy zapytani o nie twierdzą, że mieli ochotę na chwileczkę zapomnienia... Nic tylko pogratulować! A może ktoś zazdrości? (szok!) I tym rozmówieniem się z własnym cichym sumieniem - dziś wyjątkowo głośno i jawnie - wracam do pracy...

Dodaj nową odpowiedź